sobota, 11 maja 2013

Kulturnie

Mieszkanie w Warszawie ma pewne dobre strony. Jest tu sporo możliwości wyżycia się artystycznego. Wystarczy chcieć. Za niewielkie pieniądze można skorzystać z warsztatów, zajęć, imprez, które są tu organizowane masowo.
Za moich czasów dla dzieci były do wyboru kurs tańca, harcerstwo i nauka gry na pianinie albo akordeonie. Kto słyszał o kursach ceramiki albo pracowniach rysunku i filcowania? U nas nie było. Teraz skolko ugodno.
I to wcale nie kosztuje fortuny. Wystarczy poszukać pobliskiego czy dalszego Domu Kultury.
Dom kultury - jaki pamiętam ze swojego dzieciństwa to była dziura, w której nic się nie działo. Niby były jakieś zajęcia taneczne, ale czy ktoś tam chodził??? Nie pamiętam.
Dzisiejsze domy kultury to fajne miejsca. Można iść na spektakl, teatrzyk z dzieckiem, wystawę często za zupełne friko albo przysłowiowego piątaka. I nie występuje jakiś tam podstarzały aktorzyna w pękniętych galotach tylko normalni aktorzy lub aktorzy amatorzy, którzy traktują swoje zadanie bardzo poważnie. Taki teatralnie "ogarnięty" dom kultury to białołęcki BOK - budynek, organizacja, jakość przedstawień - pogratulować! Trochę daleko od całej reszty Warszawy ale warto.

fot z: http://www.bok.waw.pl/index.php

Kolejnym domem kultury jaki miałam okazję nawiedzić był dom położony w samym rynku Starego Miasta, gdzie chodziłam przez jakiś czas na zajęcia z rysunku. Stara kamienica, pracownia z masywnymi sztalugami i laboratoryjnymi stołkami na poddaszu. W pracowni ja + prowadząca a czasami jeszcze ktoś. Pani ustawiała mi martwe natury a ja rysowałam przez 4 godziny ciurkiem. Kosztowało mnie to - żeby nie skłamać - coś koło 30 zł miesięcznie a i tak zostałam poinformowana, że w zasadzie mogę wnioskować o obniżenie tej opłaty o połowę...
Staromiejski Dom Kultury: http://www.sdk.pl/index.php ma fajny klimat i skrzypiące dębowe schody ciągnące się wyżej i wyżej i jeszcze wyżej po sam strych. Na parterze siedzą panie przyjmujące opłaty za kursy przy dębowych biurkach zawalonych książkami. Na każdym piętrze coś się dzieje. Jak nie galeria to dźwięki instrumentów, wyżej dzieci uczą się śpiewu, jeszcze wyżej zajęcia teatralne a na samym wierchu pracownia obwieszona szkicami. Bardzo, bardzo polecam.

fot z: http://www.sdk.pl/

Poza domami kultury warto przyjrzeć się muzeom i ich ofercie edukacyjnej. Okazuje się, że muzea to nie tylko łażenie od pokoju do pokoju, ale całe mnóstwo warsztatów, zajęć i wykładów.
Ostatnio miałam okazję uczestniczyć w zajęciach z ceramiki dla dzieci organizowanych przez muzeum etnograficzne w Warszawie. Temat - lepimy doniczkę na majowe konwalie. Zabrałam siostrzenicę i poszłyśmy lepić. Ładna, jasna pracownia. Panie miłe i pomocne. Dużo materiałów i narzędzi. Słowem - udane warsztaty.

fot: http://www.ethnomuseum.pl/dla-zwiedzajacych/klubokawiarnia-bily-konicek

Ulepiłyśmy 3 naczynia: każda swoją doniczkę i jedną dodatkową fontanno-miseczkę na małe orzeszki ziemne albo pistacje - pomysł i wykonanie siostrzenica, nadzór techniczny i wsparcie duchowe - ja.
Nasze dzieła jeszcze czekają na wypał i mam nadzieję, że nie spękają w piecu. Tego byśmy nie chciały!
  


Następny przystanek to Uniwersytet Otwarty. Słyszał kto może?


O uniwersytecie dowiedziałam się od koleżanki w pracy. Weszłam z ciekawości na stronę i z marszu zapisałam się na wykłady z Arts&Crafts. Cena atrakcyjna. Zajęcia przygotowane profesjonalnie. Jedno z lepiej zainwestowanych 180 zł (2-miesięczny kurs). Zachęcona tym doświadczeniem zainwestowałam ponownie i obecnie jestem kursantką zajęć pt. "Korzenie designu" - po pierwszych zajęciach mogę powiedzieć jedno - design to nie tylko polimerowe kanapy i lampy z rogami jelenia. To coś więcej. Ale co? No właśnie spodziewam się dowiedzieć. Podobno wszystko ma swój sens - nawet takie "przytulne" foteliki jak ten poniżej...

fot z: http://www.luminidesign.com/2011/12/bauhausmodernism-furniture.html

I barwne plamy wpisane w kwadrat. Zupełnie podobno nie przypadkowe, tylko wypracowane w pocie czoła.
Kompozycja Piet Mondrian

Coś czuję, że przede mną totalna abstrakcja. Dosłownie i w przenośni...

Pozdrawiam!

3 komentarze:

  1. Takie kursy i zajęcia to świetna sprawa. Wiele się można nauczyć i poznać wiele nowych nieodkrytych lądów. Ciekawa jestem tych Waszych glinianych dzieł po wyjściu z pieca.
    Buziaki
    K.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trafiłam tutaj w poszukiwaniu blogów prowadzonych przez mamy bliźniaków hahah;) Choć nie tego szukałam, będę zaglądać częściej,przedstawione zakątki twojego domu są piękne! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepadłam, przeczytałam od deski do deski i już się mnie nie pozbędziesz ;-)

    OdpowiedzUsuń